„Diablo: Archiwum” – pierwszy tom już w sprzedaży!

Deszczowe, jesienne dni to idealny czas na literackie wędrówki po świecie Sanktuarium. Z radością informujemy, że w polskich księgarniach jest już dostępna I księga „Diablo: Archiwum”. Składają się na nią dwie starsze powieści z uniwersum Diablo – wydane w 2001 roku „Dziedzictwo krwi” Richarda A. Knaaka oraz „Czarna droga” Mela Odoma z 2002 r.

Księga I „Diablo: Archiwum” to 666 stron przepełnionych klimatem grozy i zmaganiami z mocami Piekieł. W „Dziedzictwie krwi” poznacie losy najemnika Norreka Vizharana, który poszukując magicznych skarbów na Wschodzie natrafia na przeklętą, starodawną zbroję Bartuka Krwawego. Natomiast w „Czarnej drodze” wyruszycie na niebezpieczną misję z Darrickiem Langiem, któremu powierzono zadanie odbicia z rąk porywaczy jednego z bratanków króla Zachodniej Marchii. Podczas pościgu Derrick odkryje mroczne oblicze Sanktuarium i władających światem śmiertelników mocy, a jego życie ulegnie drastycznej przemianie.

Zachęcamy do zapoznania się z fragmentem powieści Richarda A. Knaaka udostępnionym przez wydawnictwo Fabryka Słów, a także do przeczytania poniżej urywka historii napisanej przez Mela Odoma. Przy okazji przypominamy, że od jakiegoś czasu w polskich księgarniach można nabyć zbiór opowiadań „Diablo III: Gdy zapada ciemność, rodzą się bohaterowie”.

WCNMT7IOWFHS1380207755298

Zbliżając się do drzwi, Cholik czuł ukrytą za nimi moc. Ta potężna obecność wypełniała jego umysł, zarazem przyciągając i odpychając. Spod szaty wyjął rzeźbione puzderko wykonane z doskonałej czarnej perły.

Trzymał je w dłoniach, wyczuwając jego lodowaty chłód. Odnalezienie tego przedmiotu kosztowało go lata wysiłku. Tajemne teksty dotyczące artefaktu i drzwi Kabraxisa zostały ukryte głęboko wśród zbiorów kościoła w Zachodniej Marchii. Utrzymanie puzderka w tajemnicy wymagało morderstw i oszustw. Nawet Altharin o nim nie wiedział.

– Mistrzu – odezwał się Altharin.

– Cofnij się – zażądał Cholik. – I zabierz tę swoją bandę.

– Tak, mistrzu. – Altharin cofnął się, szepcząc coś do ludzi. Wpatrując się w gładką powierzchnię czarnego puzderka, Cholik miał świadomość, że ludzie uciekali jak mogli najszybciej od niego i od bramy. Stary kapłan odetchnął głęboko. Przez te wszystkie lata, gdy puzderko było w jego posiadaniu, gdy szukał informacji i dowiadywał się, gdzie leży pogrzebane Ransim, gdy zbierał odwagę niezbędną dlatego przedsięwzięcia i desperację na tyle silną, że pozwoli mu stawić czoła demonowi i dostać to, czego chciał, przez te wszystkie lata nigdy nie mógł otworzyć puzderka. Dopiero teraz miał się dowiedzieć, co kryło się w środku.

Odetchnąwszy głęboko, Cholik skoncentrował się na puzderku i drzwiach, po czym wypowiedział pierwsze Słowo. Nie było przeznaczone dla ludzkich języków, więc Cholika zapiekło w gardle. Gdy Słowo spłynęło z jego warg, jaskinię wypełnił ogłuszający grzmot i wicher, choć żaden wiatr nie powinien dąć wśród tych kamiennych ścian.

Eliptyczny wzór na szaro-zielonej powierzchni stał się czarny. Brzęk odbijał się echem w jaskini, głośniejszy nawet niż grzmot i wyjący wicher.

Zaciskając lewą dłoń na czarnym puzderku, Cholik zrobił krok do przodu, czując chłód metalu. Wypowiedział drugie Słowo, jeszcze trudniejsze do opanowania niż pierwsze.

Bursztynowe części zawiasów zapłonęły nieziemskim żółtym światłem, które było niczym blask pochodni odbijający się nocą w oczach wilka.

Wiatr wzmógł się jeszcze, unosząc drobniutkie cząsteczki kamienia, które boleśnie raniły skórę. Jaskinię wypełniły modlitwy, wszystkie zanoszone do Światłości, nie do demonów. Cholik byłby się uśmiechnął, gdyby nie to, że w głębi duszy był tak samo przerażony, jak pozostali ludzie w jaskini.

Przy trzecim Słowie czarne puzderko się otworzyło. Uniosła się z niego przezroczysta sfera płonąca trzema odcieniami zieleni i zawisła przed oczami Cholika. Wedle czytanych przez niego materiałów jej dotknięcie zabijało natychmiast.

A gdyby teraz się poddał, sfera pochłonęłaby go, pozostawiając jedynie popiół. Cholik wypowiedział czwarte Słowo.

Sfera zaczęła rosnąć, jak węgorze, wyławiane czasem z Wielkiego Oceanu. Uznawane za wyjątkowy przysmak mięso węgorzy wywoływało narkotyczną błogość, jeśli zostało przygotowane w należyty sposób. Czasami jednak, nawet podane przez mistrza kuchni, niosło śmierć. Cholik nigdy nie jadł węgorzy, ale rozumiał, jak musieli się czuć ludzie, którzy umierali.

Przez chwilę Cholik był przekonany, że podpisał na siebie wyrok śmierci.

Wtedy płonąca sfera odpłynęła od niego i uderzyła w drzwi Kabraxisa. Wzmocniony po tysiąckroć huk, z jakim magia weszła w reakcję z wrotami, przybrał fizyczną postać. Zrzucił resztki kamienia z krawędzi drzwi i stalaktyty ze sklepienia jaskini.

Stalaktyty spadły na zbitych w gromadę niewolników, najemników i leżących na posadzce kapłanów Zakarum. Cholik zdołał się utrzymać na nogach, ale wszyscy wokół niego się przewracali. Patrząc przez ramię, kapłan zobaczył trzech ludzi krzyczących w męce, ale nic nie słyszał. Zdawało mu się, że jego głowę wypełnia bawełniana przędza. Jeden z najemników odtańczył makabryczny taniec ze stalaktytem, który go przebił, po czym upadł. Mężczyzna zadygotał w konwulsjach, gdy wypłynęło z niego życie.

W ciszy i bezruchu, które ogarnęły jaskinię, Cholik wypowiedział piąte, ostatnie Słowo. Eliptyczny wzór zapłonął u góry, poza pierścieniem. Kropla ognistego szkarłatu zaczęła przesuwać się wzdłuż elips, przeskakując z jednej na drugą, a potem na linię, która je łączyła, poruszając się coraz szybciej.

Gdy kropla dotarła do końca wzoru, zapłonęła karmazynowym blaskiem.

Potężne szaro-zielone wrota się otworzyły i do jaskini powrócił dźwięk. Skrzydła zepchnęły na bok resztki rumowiska. Cholik z przerażeniem patrzył, jak z jakiegoś zapomnianego zakątka Płonących Piekieł przez otwartą bramę nadciąga śmierć.

Dodaj komentarz