Nieustępliwy str 3

wroc-mini-off barb-mini-ico-off wiz-mini-ico-off mini-ico-krzyzowiec-ros-off monk-mini-ico-off witchdoctor_male demon-mini-ico-off

Nieustępliwy str 1
 

przycisk-poprz-off kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-on2 kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-off przycisk-dalej-off

 

Trzy dni później Zota natrafił na wymordowaną karawanę.

Na niewielkiej polanie okrytej dywanem sosnowych igieł doliczył się ośmiu ciał. Zasłonił twarz kawałkiem szaty, aby nie czuć smrodu, i otworzył umysł, szukając w okolicy śladów obecności demonów. Nie znalazł.

Obok przepołowionego ciała potężnej bestii jucznej leżały torby z zaopatrzeniem. Było ich za dużo nawet jak na tak duże zwierzę. Nieopodal drogi Zota trafił na ślady kopyt, każdy z tropów prowadził w innym kierunku.

Ciała były jeszcze świeże, ludzie zginęli nie dalej jak dzień temu. Większość miała na sobie szare ubrania, typowe dla mieszkańców Gorgorry. Jednak przy wielu ofiarach Zota znalazł z kunsztem wykonane miecze i topory, niepasujące do prostego odzienia.

Przykucnął przy najbliższym zmarłym, dobrze zbudowanym mężczyźnie o zgrubiałych i pooranych bliznami dłoniach. Bez wątpienia wojowniku. W ranach na rękach i piersi kłębiły się larwy. Wyglądało na to, że prawie wszyscy wędrowcy byli przed śmiercią torturowani.

Szczególnie jedno ciało przykuło uwagę Zoty. Kobieta – naga w pogorzelisku na środku obozowiska – miała zwęglone nogi. W przeciwieństwie do innych ofiar pozbawiona została głowy. Zota przeczesał polanę, ale nigdzie jej nie znalazł.

Masakry dokonano z zimną krwią. Dało się to wyczytać ze śladów na miejscu zbrodni. Nie wiadomo było tylko, skąd tyle okrucieństwa u sprawców. Ale patriarchowie nie wysłali Zoty do Gorgorry, aby rozwiązywał zagadki. Wystarczy zatem, by oczyścił ciała, zanim wyruszy.

Mnich zauważył w popielisku coś na wpół zakopanego. Pochylił się i wyciągnął zdobiony drewniany flet obity mosiężnymi ćwiekami. Dziecięca zabawka. Pamiętał, że miał podobną, kiedy trafił do klasztoru. Muzyka była od zawsze ceniona zarówno w zakonie, jak i całym Iwogrodzie, ale Akijew nie podzielał zamiłowania swych krajan do sztuki. Gdy tylko mistrz znalazł u ucznia flet, złamał go wpół i rzucił z urwiska, nad którym wznosił się Niebiański Klasztor.

Zota wytarł instrument z sadzy i przyłożył do ust. Dźwięk był pusty, nieczysty i fałszywy. Granie na tym flecie było równie bezsensowne, co życie Zoty, zanim dołączył do zakonu. Już miał wrzucić zabawkę, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Ciężar instrumentu w ręku przynosił niespodziewaną otuchę i spokój. Mnich schował go więc za pazuchę, wmawiając sobie, że to pamiątka po słabym, głupim chłopcu, jakim kiedyś był Zota.

Na skraju polany zaszeleściło gęste listowie koron drzew.

Zota zerwał się na równe nogi i odwrócił w stronę, skąd nadszedł dźwięk. – Pokaż się! – krzyknął mnich.

Kaskada strząśniętych liści opadła na ziemię. Zota podkradł się do lasu, gdzie panował nieprzenikniony mrok. Nagle z wysokiej brzozy zeskoczyła niewielka postać i pomknęła między drzewa.

Zota ruszył w pogoń. Uciekinier miał na sobie popielate szaty jak martwi wędrowcy. Wyglądało na to, że to dziecko, na dodatek bardzo nieporadne. Potknęło się o wystający korzeń i zahaczyło ramieniem o pień.

Mnich dopadł je i przewrócił, po czym chwyciwszy za łachmany podniósł. Niedorostek z płaczem próbował się wyrwać. Kiedy Zota odchylił mu kaptur, ukazał się widok tak okropny, że mnichowi aż ciarki przeszły po plecach.

Chłopiec nie mógł mieć więcej niż dziesięć lat. Długie, niemal przezroczyste włosy opadły aż do ziemi, otaczając chudą, mysią twarz. Skóra miała kolor wypłowiałej na słońcu kości. A oczy…

…oczy były całkiem białe. I płynęły z nich nie łzy, lecz krew.

 

przycisk-poprz-off kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-on2 kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-off kropka-str-off przycisk-dalej-off
Opublikowany: 3 stycznia 2013 - Ostatnia zmiana: 24 czerwca 2017