Opowiadanie „Diablo III: Gliniarze z Sanktuarium” – gratka dla fanów Diablo III i „Zabójczej broni”

W świecie pustoszonym przez ożywieńców, hordy demonów rodem z czeluści Płonących Piekieł, ludzi-węży w przebraniu gwardzistów imperialnych i… morze krwiożerczych wyrobów garncarskich, jedyną nadzieją na ocalenie Sanktuarium jest dwoje walecznych śmiertelników: bezlitosny łowca demonów, który poprzysiągł zemstę zabójcom swoich najbliższych, i… czarownica. Która najwyraźniej miała w dzieciństwie złe doświadczenia z ceramiką.

Nie martwcie się – ta dwójka ma po swojej stronie prawo (nie wspominając nawet o całej tej całej historii z mocą nefalemów)

Przygotujcie się na dawkę humoru i dialogów rodem z lat osiemdziesiątych, które przeniosą nas w klimaty ulubionych filmów o dzielnych amerykańskich gliniarzach. Chcemy wam dziś zaprezentować opowiadanie (i mamy nadzieję, że stanowić ono będzie to dopiero początek długiego cyklu) – „Diablo III: Gliniarze z Sanktuarium” autorstwa Roberta A. Winga.

Diablo III, the Buddy Cop Film (opowiadanie w języku angielskim)

– No dobra, poprawcie mnie, jeśli coś źle zrozumiałem. We dwójkę zabiliście parę setek gwardzistów imperialnych…

– Ludzi-węży przebranych za gwardzistów – poprawił łowca demonów, wskazując na odpowiedni fragment raportu. – Parę setek ludzi-węży podszywających się pod funkcjonariuszy Gwardii Imperialnej.

– Dobra, jak sobie chcesz. Ludzi-węży. Ale, zgodnie z tym, co powiedziała twoja koleżanka czarownica, na początku nie mieliście pojęcia, że walczycie z wężoludami.

– Nie chcieli nas przepuścić… – odpowiedział łowca demonów, i było to bardziej pytanie niż twierdzenie.

– I nie wpadło wam do tych zakutych łbów, żeby się przez chwilę zastanowić? Może nawet skontaktować się z przełożonymi, co? Przez myśl wam nie przeszło zastosowanie metod pokojowych – od razu wzięliście się za czystki etniczne! – gębę zwalistego komisarza wykrzywił grymas niezadowolenia. – Jakby tego było mało, udzieliliście pomocy stukniętemu renegatowi, który – zupełnie przypadkiem – okazał się potężnym horadrimem. Nie zapominajmy też, że pozwoliliście, żeby zwinęli wam sprzed nosa siostrzenicę Caina. I wisienka na torcie: rozwaliliście wszystkie gliniane garnki na trasie Alkarnus-Kaldeum.

– Jeśli idzie o to ostatnie, to chcę zaznaczyć, że w ogóle nie chciałem brać udziału w całym tym procederze. Rozbijanie starych garnków to strata czasu. Ale ona? Jak już wpadnie w szał, żaden wazon nie może się czuć bezpiecznie.

– Mieszkańcy Kaldeum byli nam tak wdzięczni za okazaną im pomoc, że poukrywali dla nas w mieście złoto i klejnoty. Osobiście uważam, że to bardzo miły gest z ich strony – odpowiedziała chuda czarownica, łypiąc podejrzliwie na łowcę demonów. – Gdybyśmy nie przyjęli ich podarków, popełnilibyśmy wielkie faux pas

Komisarz zamrugał tylko w osłupieniu.

– Załóżmy, że kupuję tę historyjkę… A nie kupuję jej bo – bądźmy szczerzy – jest śmiechu warta… Stanowicie zagrożenie dla porządku publicznego. Oboje. Udało się wam dorwać Beliala i tylko dlatego nie wylecicie ze służby. Ale, wziąwszy pod uwagę waszą bezmyślną brawurę – i zniszczenia, które rajcy miejscy szacują na lekko ponad 400 000 000 sztuk złota – muszę wam odebrać tę sprawę. Pod żadnym pozorem nie wolno wam ścigać Azmodana. Zapomnijcie o Górze Arreat.

– Ale szefie, jesteśmy już blisko zamknięcia sprawy! Potrzebujemy tylko trochę czasu… – zaprotestował łowca demonów, uderzając pięściami w blat biurka.

– Bez głupich dyskusji! Absolutnie nie zgadzam się na takie nieprzemyślane operacje – komisarz wstał z krzesła. – Pogrzebię was pod stertą papierów, które będziecie skrupulatnie wypełniać tak długo, aż dojdę do wniosku, że przyjęliście do wiadomości jedną prostą prawdę: masowe ludobójstwo nie jest najlepszym sposobem na rozwiązywanie konfliktów! Nie mogę na was patrzeć – wynocha z mojego gabinetu! I jeśli pomyślę chociaż, że któreś z was coś knuje, zawieszę oboje. Bezterminowo! Nawet nie powąchacie pensji, jak mi Tyrael miły! Zrozumiano?

– Tak, szefie – odpowiedzieli zgodnym chórem i, opuściwszy uszy po sobie, wyszli z urządzonego po spartańsku gabinetu.

– Jedziemy na północ, prawda? – zapytał łowca demonów, gdy znaleźli się już w bezpiecznej odległości od pozostałych funkcjonariuszy.

– Zarezerwowałam już dwa miejsca w karawanie. Ruszamy o świcie – odpowiedziała beztrosko czarownica, po czym od niechcenia rzuciła zaklęcie i na jej nosie wylądowały okulary przeciwsłoneczne. – Górę Arreat zalegają bezkarnie gliniane garnki. Ale nie na długo…

Przeczytajcie całe opowiadanie „Diablo III, the Buddy Cop Film” w języku angielskim na deviantART.

Jeśli spodobało się wam dzieło Roberta A. Winga, to wcale się wam nie dziwimy. Jego prace znajdziecie na deviantART oraz na stronie BlizzPro (gdzie publikuje jako autor społeczności). A jeśli interesuje was naprawdę błyskawiczna rozrywka – powiedzmy w okolicy 140 znaków – zajrzyjcie koniecznie na profil @RobertAWing na Twitterze.

Wy także pracujecie nad dziełami związanymi z grami Blizzarda? Koniecznie pochwalcie się nimi na forum Blizzarda, w sekcji „Dzieła społeczności”!

Tagi: 

Dodaj komentarz